Obudziły mnie promienie
słońca, które sięgały przez okno prosto na moją twarz. Spojrzałam na zegarek,
pokazywał godzinę 8:00. Miałam dużo czasu, ponieważ lekcje zaczynały się o
9:50. Wstałam z łóżka, kierując się do łazienki. Weszłam pod prysznic i
oblewałam się chłodną wodą. Było mi tak dobrze, całe ciepło ze mnie
spłynęło. Zakręciłam wodę, owinęłam się
ręcznikiem i stanęłam przed lustrem, wpatrując się w moje odbicie. Duże,
niebieskie oczy są moim atutem. Często ludzie mi to mówią. Zrobiłam delikatny
makijaż, a włosy zostawiłam falowane. Wyszłam z toalety i rozmyślałam, co na
siebie włożyć. Lubię czuć się wygodnie, więc ubrałam niebieskie, obcisłe rurki,
biały t-shirt, czarną bluzę adidasa i czarne conversy. Wrzuciłam do torebki
najpotrzebniejsze rzeczy i zbiegłam po schodach do kuchni. Nikogo już nie było.
Wsypałam do miski moje ulubione musli i zalałam joghurtem. Po zjedzonym posiłku
wyszłam z domu. Do szkoły mam 20 minut drogi. Jest tak ciepło, że postanowiłam
zrobić sobie spacer.
Do końca roku szkolnego już niewiele zostało. Hym.. bez wolnych dni, nie cały
miesiąc. Po drodze zaszłam do kawiarni, robię to praktycznie codziennie od 4
lat.
- Cześć Jasmin. To co zwykle?
- Hej Dorrit. Tak, to co zwykle. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Proszę. - Powiedziała, podając mi kubek z latte. - Wyglądasz jakoś inaczej.
- Inaczej? - Spytałam zdziwiona.
- Tak, jakoś tak.. radośniej? Jest coś o czym nie wiem? - Spojrzała na mnie
pytającym wzrokiem.
- Wiesz, że gdyby coś się wydarzyło, dawno byś o tym wiedziała. Okej, lecę do
szkoły, dziękuję za kawę! - Powiedziałam zeskakując z krzesła.
- Okej, okej. Niech ci będzie. Miłego dnia!
- Pa! - Krzyknęłam zamykając drzwi.
Dorrit jest starsza ode mnie o 19 lat. Poznałam ją w kawiarni, a że jestem
stałą klientką to znamy się bardzo dobrze. Jest dla mnie, jak druga mama. No
może przesadzam... jak ciocia, która martwi się o mnie bardziej od mojej
rodzicielki. Zrobiła dla mnie cholernie dużo, za co jestem jej wdzięczna. Kiedy
dotarłam do szkoły, przeciskałam się korytarzem, żeby dostać się do mojej
szafki. Wyciągnęłam książki od biologii i poszłam na drugie piętro, pod klasę,
w której miała odbyś się lekcja.
- Hej.. - usłyszałam za plecami dobrze
znany mi głos.
- Cześć. - odpowiedziałam lekko zdziwiona.
- Chciałabym z tobą porozmawiać. Masz czas po szkole? - Maggie spojrzała na
mnie proszącym wzrokiem.
- Znajdę czas. Gdzie się spotkamy?
- Na plaży, w tym miejscu, co zawsze, dobrze?
- Okej, widzimy się później.
Zadzwonił dzwonek, więc weszłam do klasy i siadłam w ostatniej ławce przy
oknie. Myślałam, o czym Mags chce ze mną porozmawiać. Prawda jest taka, że
tęsknię za nią. Nie widziałyśmy się przez trzy tygodnie. Nie wiem czy przez ten
czas coś się zmieniło, mam nadzieję, że nie.
- Panno Roulwood, czy mogłaby pani łaskawie powrócić na ziemię? - Zapytał
zirytowany nauczyciel.
- Tak, przepraszam panie Smidgens. - Odpowiedziałam zmieszana, czując na sobie
wzrok całej klasy.
Zajęcia dobiegły końca, odłożyłam książki do szafki i skierowałam się w stronę
wyjścia. Maggie skończyła lekcje godzinę wcześniej, więc pewnie już na mnie
czeka. Ze szkoły do plaży jest niecałe 6 minut drogi. Kiedy byłam na miejscu
zobaczyłam Mags, siedziała na "naszej" skale.
Uśmiechnęła się lekko na mój widok, a ja siadłam na przeciwko niej.
- Dziękuję, że przyszłaś - zaczęła - chciałam cię przeprosić. Miałam chwilowe
załamanie, nic ci o tym nie powiedziałam, unikałam wszystkich. Musiałam pobyć
trochę sama. - złapała powietrze w płuca po czym ciągnęła dalej -Ocknęłam się,
bo zdałam sobie sprawę, że ciebie tracę. A gdyby tak się stało, nie
poradziłabym sobie..no bo żyć bez siostry, to jak żyć bez duszy. - Patrzyłam
się na nią i widziałam ból w jej oczach, który przeistoczył się w łzy.
- Hej, hej.. - siadłam obok i objęłam Maggie najmocniej, jak potrafiłam. -
Jestem cały czas przy tobie. Nie jestem osobą, która szybko się poddaje, zawsze
walczę o to, na czym mi zależy. Nie płacz.. Nie straciłabyś mnie, nigdy.
- Wiem. Przepraszam.. - Pociągnęła nosem.
- Już nie przepraszaj. Musisz mi tylko powiedzieć, o co chodzi z tym chwilowym
załamaniem.
- Ehh. Dobrze, ale nie tutaj. Będę dzisiaj sama w domu, rodzice jadą do cioci
na urodziny, więc możesz przyjść na noc. Porozmawiamy na spokojnie. Chyba, że
masz plany na wieczór. -Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Nie, nie mam planów. Przyjdę do ciebie o 20.
- Okej, to widzimy się później. Muszę jeszcze coś załatwić. - Przytuliła mnie
na pożegnanie i odwróciła się na pięcie.
- Dobrze, pa.
Maggie:
- Dzień dobry. - Powiedziałam wchodząc do apteki. Było mi tak cholernie głupio,
z natury jestem śmiałą osobą, a teraz? Myślałam tylko i wyłącznie o tym, żeby
zapaść się pod ziemię.
- Dzieć dobry. - Uśmiechnęła się miło aptekarka.
- J-ja... ym.. poproszę.. test ciążowy. - Powiedziałam to... nie wierzę.
- ... Dobrze. - Sympatyczna kobieta była teraz bardziej zmieszana niż ja.
- Proszę.
- Dziękuję- powiedziałam kładąc pieniądze na ladę - do widzenia.
Droga do domu zajęła mi 20 minut. Otworzyłam drzwi i szybko pobiegłam do
toalety. Strasznie się bałam, bo co jeżeli wynik testu pokaże, że jestem w
ciąży?! Odetchnęłam głośno i zrobiłam, to co należało.
Jasmin:
- Hej! - krzyknęłam przekraczając próg domu.
- Cześć kochanie. - odpowiedziała mama.
Byłam już na schodach, kiedy mama ponownie zaczęła coś mówić.
- Dzisiaj na kolację zaprosiłam Doreen z Zaynem. Mogę na ciebie liczyć, że się
pojawisz?
- Zaynem? Przykro mi, ale umówiłam się już. Idę na noc do Maggie.
- Jasmin..
- Nie, mamo.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do mojego pokoju. Wściekła rzuciłam się na
łóżko. Ile można, huh? Doreen jest przyjaciółką mamy, a Zayn jej synem.. i moim
byłym. Moja mama nie rozumie, że zerwaliśmy ze sobą i więcej nie będziemy
razem, zresztą.. kiedy to było? Rok temu? Ugh, na siłę próbuje nas zeswatać.
Ochłonełam trochę i wstałam z łóżka żeby się spakować. Była godzina 19, więc
mam jeszcze czas. Wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do torby, kiedy ktoś
wszedł do pokoju.
- Hej.. - Usłyszałam cichy głos za
plecami.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam oschle.
- Twoja mama kazała mi do ciebie zajrzeć, zresztą chciałem pogadać.
- O czym ty chcesz jeszcze rozmawiać? Już wystarczająco dużo powiedziałeś.
- To było rok temu, dlaczego nie możesz po prostu zapomnieć?
- Dlaczego nie mogę zapomnieć? Może, dlatego że takich słów się nie zapomina?
Może, dlatego że to mnie bolało, co?
- Byłem pijany i żałuję wszystkiego, co powiedziałem.
- To dobrze, że żałujesz. Ale wiesz co?
Jak ty to powiedziałeś.. taka "dziwka" jak ja, zasługuje na
kogoś bardziej wartościowego, kogoś, kto pokaże mi, że można naprawdę kochać. A
teraz zostaw mnie samą, jetem zajęta.
- Jass..
- Nie, Zayn. Po prostu wyjdź.
Tak, jak powiedziałam tak zrobił. Eh.. Przerabiamy to od roku, a dopiero
dzisiaj naprawdę mi ulżyło. Muszę tylko porozmawiać z mamą, żeby skończyła tę
szopkę, ale to przy okazji. Zarzuciłam torbę na ramię i zbiegłam po schodach na
dół.
- Hej Doreen! - Krzyknęłam zaglądając do kuchni.
- Cześć skarbie. - Uśmiechnęła się na mój widok.
- Wychodzę! - Krzyknęłam zakładając buty. Nie czekałam, aż mama coś powie, po
prostu wyszłam z domu. Maggie mieszka ulicę dalej, więc droga do niej zajęła mi
niecałe dwie minuty.
- Jeeeestem!
- Okej. Nie krzycz, bo szyby popękają! - Zachichotała.
- Oj, nie przesadzaj.
- To co robimy? Oglądamy jakiś film?
- Hym.. miałyśmy porozmawiać.
- No tak. To chodź na górę.
Podążyłam za Mags do jej pokoju i usiadłam na łóżku, czekając, aż ona zrobi to
samo.
- No to mów o co chodzi.
- Nie wiem od czego zacząć. Głupio mi o tym mówić.. - Pokręciła głową i
spojrzała w dół. - No, ale muszę się jakoś wytłumaczyć, w końcu nie odzywałam
się przez 3 tygodnie. - Złapała mocno powietrze, po czym ciągnęła dalej. -
Pamiętasz, jak miałyśmy iść razem na imprezę, ale okazało się, że ty nie
możesz, więc poszłam sama?
- Tak, pamiętam.
- Tam stało się coś, co nie powinno mieć miejsca.
W tym momencie uświadomiłam sobie, że to naprawdę coś poważnego.
- Wszyscy dobrze się bawili, ja zresztą też.. Wypiłam dwa piwa i wtedy podszedł
do mnie jakiś chłopak. Zaczęliśmy rozmawiać, tańczyć, wypiłam kolejne dwa piwa,
a wiesz, że ja mam słabą głowę. Tayler.. tak chyba się nazywał, zaproponował,
żeby iść w jakieś ciche miejsce. Siadłam na kanapie, a on podał mi drinka,
siadł koło mnie, złapał mnie za kolano... i dalej nic nie pamiętam. Urwał mi
się film. Przez kilka dni byłam przybita, bo nie wiedziałam, co tam się
wydarzyło. Powinnam dostać okres, ale nie dostałam. Miałam różne scenariusze,
bałam się o czymkolwiek myśleć, musiałam się jakoś pozbierać. Aż do dzisiaj..
byłam w aptece i kupiłam test ciążowy.
- Co kupiłaś?! - Spojrzałam z niedowierzaniem na Maggie.
- Test.. Myślałam, że mogę być w ciąży. - Odwróciła wzrok, po czym
kontynuowała. - Ale nie jestem, najwyraźniej okres mi się spóźnia. Nie wiem,
dlaczego tak długo, ale ważne, że nie jestem w ciąży!
- Eh. Magwitch, dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Byłoby ci łatwiej.
- Właśnie nie.. To był jedyny raz, kiedy czułam się tak cholernie głupio i nie
miałam pojęcia, jak ci o tym powiedzieć. Przepraszam..
- Nie przepraszaj, po prostu więcej nie pijesz!
- Tak, masz racę. Nie tknę więcej alkoholu... w najbliższym czasie. - Zachichotała.
- Zayn u mnie był.
- Co on znowu chciał?
- Porozmawiać. Pytał się czemu nie mogę zapomnieć...
- Co mu odpowiedziałaś?
- Że to mnie za bardzo bolało. Sama wiesz, jak to przeżyłam.
- Mogę cię o coś zapytać? - Maggie spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Mhm..
- Kochasz go jeszcze?
_____________________________
Rozdział miał się pojawić jak będzie gotowy szablon, ale nie mam pojęcia kiedy będzie zrobiony. Dlatego dodaję go dzisiaj. Specjalnie dla Oli <3 - @28Aleksandra. Mam nadzieję, że ci się spodoba i wszystkim pozostałym również ;) +zrobiło się małe zamieszanie, ale w pozostałych rozdziałach wszystko będzie jasne. Miłego czytania, xx
sobota, 27 kwietnia 2013
środa, 17 kwietnia 2013
Rozdział 1
Leżałam na łóżku wtulona w ciepły, puchowy koc, jak zawsze rozmyślając nad swoim życiem. Mam dopiero 17 lat i takie błahe problemy zupełnie są mi nie potrzebne, a jednak mają swoją pieprzoną moc i w jakiś dziwny sposób często się pojawiają.
Moja najlepsza przyjaciółka zapomniała, że istnieję. Widocznie nadszedł taki okres, w którym potrzebujemy od siebie odpocząć. Zresztą dziwne... myślałam, że jak ma się przyjaciółkę, to spędza się z nią jak najwięcej czasu, robi różne zwariowane rzeczy, ale również płacze, narzekając, jakie życie jest skomplikowane. No cóż.. taki wiek. Ale to nie jest mój jedyny problem. W domu trwają wiecznie awantury. Rodzice się nie dogadują, nie wiem o co chodzi, ale podejrzewam, że tata ma romans. Często zostaje do późna w pracy, a czasami wraca dopiero nad ranem. Ocknęłam się, kiedy mama weszła do pokoju i zawołała mnie na kolację. Wstałam niechętnie z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni przy stole siedzieli rodzice wraz z bratem.
- Ładnie pachnie, jestem cholernie głodna. - pociągnęłam nosem i usiadłam do stołu.
- Włóż sobie sałatki, myślę że smakuje całkiem nieźle. - powiedziała dumna z siebie mama.
- Ohh.. tak, jest pyszna. - westchnął ojciec.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego panuje w miarę spokojna i "miła" atmosfera, otóż zawsze przy wspólnym posiłku udajemy, że jesteśmy kochającą się rodziną bez żadnych problemów. Heh, zabawne... wiem. Jest całkiem odwrotnie.
- Wychodzę. Nie wiem, o której wrócę. - Powiedziałam wstając od stołu.
- Dobrze, tylko uważaj na siebie. - Odpowiedziała spokojnie mama.
Zawsze miałam ulgi u rodziców. Mogę robić to, co mi się podoba.
- Co? I to tyle? Dlaczego ona może iść, a ja nie?! - Oburzył się Jack.
- Bo ja kochanie - zaczęłam, dając sarkastyczny nacisk na "kochanie" - jestem starsza od ciebie o 4 lata, powinieneś teraz zająć się nauką, jeżeli chcesz zdać do następnej klasy.
- Koniec. - powiedział tata, uderzając dłonią o stół. - Twoja siostra może wyjść, bo po pierwsze jest starsza, a po drugie nie ma tylu zaległości w szkole, co ty, także koniec dyskusji, zrozumiano?
Nie miałam ochoty ciągnąć dalej tej rozmowy. Mój brat jest nieznośny, ma dopiero 13 lat, a zamiast uczyć się, woli przebywać ze starszymi znajomymi i palić trawkę. Tak... trawkę. Rodzice o tym nie wiedzą, bo gdyby się dowiedzieli, byłoby po nim. Skierowałam się w stronę przedpokoju, kiedy założyłam adidasy i kurtkę wyszłam z domu, słysząc za sobą dalsze narzekanie Jacka. Złapałam w płuca świerze powietrze i odetchnęłam z ulgą czując smak wolności. Było już ciemno, nie dziwię się, na moim zegarku wybiła godzina 21:05. Szłam prosto przed siebie po oświetlonym chodniku, kiedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie wiem dokąd iść. O Maggie mogłam zapomnieć, a z nikim innym nie utrzymywałam większego kontaktu. Po lewej stronie ulicy usłyszałam piski. No cóż... jest czwartek wieczór, ludzie zazwyczaj bawią się w klubach. Właściwie nie wiem, jak to się stało, ale chwilę później byłam w środku zatłoczonego pomieszczenia. Muzyka dudniła mi w głowie. Rozejrzałam się i ruszyłam w stronę baru, przeciskając się przez spocone osoby.
- Poproszę whiskey z colą. - Powiedziałam do barmana, który do mnie podszedł.
- A dowód jest? - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Ahh... nie ma, w takim razie samą colę. - westchnęłam.
- Nie, nie. Ona jest ze mną. - Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą chłopaka uśmiechniętego od ucha do ucha. W głębi duszy dziękowałam mu, bo miałam straszną ochotę na coś mocniejszego. - Proszę dwa razy whiskey z colą. - kontynuował.
- Dzięki, ale nie trzeba było, czekaj oddam ci pieniądze. - powiedziałam idąc w stronę stolika.
- Nie oddawaj. Wystarczy, że pozwolisz, abym się przyłączył. - Uśmiechnął się szeroko, pokazując szereg swoich białych zębów.
- W porządku, będzie miło. - Odwzajemniłam uśmiech.
- Z pewnością. Jestem Harry. - Chłopak wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Jasmin.
- W takim razie, co robisz sama w takim klubie?
- Sama nie wiem. Znalazłam się tutaj przez przypadek, ale nie żałuję. Muszę się trochę rozerwać. A ty?
- Byłem z kumplem - zaczął - ale jak widać nie ma go już, zniknął gdzieś. Pewnie poszedł się zabawić. - Uśmiechnął się tak samo, jak wcześniej, co sprawiało, że wyglądał uroczo. Harry jest wyższy ode mnie, prawie o całą głowę i do tego ma szopę brązowych loczków. Widać, że jest dobrze zbudowany. Serio... wygląda cholernie seksownie. Eh, nie mogę dojrzeć koloru jego oczu, jest zbyt ciemno.
- Więc?
- Co więc? - Ocknęłam się nagle.
- Pytałem czy zatańczysz ze mną?
- Czy to konieczne? Nie umiem za bardzo. - Powiedziałam myśląc o najgorszym.
- Nie przejmuj się, nauczę cię. - Wstał i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
Okej, raz się żyje. Weszliśmy na parkiet, leciała piosenka Rihanny- We found love. Zaczęliśmy bujać się w rytmie muzyki. Kiedy DJ przestał grać, zapowiedział, że teraz będzie coś wolnego dla par. Chciałam już iść w stronę stolika, kiedy ktoś pociągnął mnie delikatnie za nadgarstek. Odwróciłam się, a Harry owinął swoje ręce wokół mojej talii. Lekko zawstydzona spojrzałam pytająco w jego oczy, były zielone, tak piękne, że zapomniałam o Bożym świecie. Owinęłam ręce wokół szyii Harrego, a ten przysunął mnie do siebie. Przyłożyłam głowę do torsu chłopaka i zatracałam się w słodkim zapachu jego perfum. Było tak przyjemnie, że mogłabym trwać w tej chwili bardzo długo. Niestety wszystko, co piękne kiedyś się kończy.
- I co? Nie było tak źle, prawda? - Odezwał się nagle Harry, kiedy kierowaliśmy się do naszego stolika.
- Prawda. Było całkiem miło. - Uśmiechnęłam się.
- Całkiem? Tylko całkiem? - Udał, że wyciera łzę z policzka.
- Oh.. nie płacz - zaczęłam - było zdecydowanie miło. - Puściłam mu oczko.
- I to mi się podoba. - Powiedział zadowolony.
Czas leciał bardzo szybko. Wybiła godzina 23:40, a my siedzieliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się ze wszystkiego... tak alkohol zdecydowanie szybko uderza do głowy.
- Muszę się już zbierać. - Westchnęłam.
- Już? To pozwól, że przynajmniej cię odwiozę.
- Jak chcesz to zrobić? Przecież nie jesteś trzeźwy.
- Racja, wezwę taksówkę.
- Nie trzeba, mogę się przejść. Mieszkam niedaleko.
- Jest późno, nie puszczę cię samej, ale mam lepszy pomysł. - powiedział uśmiechając się.
- Jaki?
- Odprowadzę cię.
- No dobrze, w takim razie chodźmy.
Całą drogę szliśmy w ciszy. Myślałam o tym, że dawno nie bawiłam się tak dobrze. Harry też wydawał się być na czymś skupiony.
- Tutaj mieszkam. - powiedziałam, pokazując na dom przed nami. - Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
- Nie ma sprawy.
- No to idę. - Odwróciłam się na pięcie, zmierzając w stronę domu.
- Czekaj, dasz mi swój numer? - Uśmiechnął się tak uroczo, że aż przykro byłoby odmówić.
- Tak, jasne. Daj mi swój telefon. - Wystukałam na klawiaturze dziewięć cyfr i oddałam komórkę. - Dobranoc.
- Dobranoc.
Spojrzałam, jak Harry znika na zakręcie i otowrzyłam drzwi. Wszędzie było ciemno. Najciszej, jak tylko potrafiłam, poszłam do siebie. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Myślałam cały czas o Harrym, nadal czułam zapach jego perfum. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam klawiaturę i zobaczyłam, że dostałam sms'a.
Od nieznany:
,, Nie zdążyłem podziękować Ci za miły wieczór. Dobrze się bawiłem. Mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy. Kolorowych snów i jeszcze raz dobrej nocy, xoxo, Harry."
Nie spodziewałam, że do mnie napisze jeszcze dzisiaj.
Do Harry:
,,Również dobrze się bawiłam. Dobranoc, xx"
Byłam tak zmęczona, że chwilę później już spałam.
__________________________
No i jest pierwszy rozdział! Zapraszam do czytania i z góry przepraszam za wszystkie błędy.
+jak już przeczytaliście to proszę o komentarze, napiszcie mi czy się podobało i jeżeli są jakieś uwagi to mówcie postaram się wtedy coś zmienić :)
Pracuję teraz nad wyglądem, jak skończę dodam 2 rozdział.
Bohaterowie
Jasmin Roulwood, 17 lat
Maggie Bradshaw, 17 lat
Harry Styles, 19 lat
Zayn Malik, 19 lat
Liam Payne, 19 lat
Louis Tomlinson, 19 lat
Coś o mnie!
Heej wam! Nazywam się Iza, mam 16 lat. Jestem directioner i belieber. Ogólnie to jest mój pierwszy blog. Tyle razy podchodziłam do tego, aby go założyć, aż wreszcie się odważyłam. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto będzie czytał moje "opowiadanie" ;>
Blog będzie o One Direction. Może w kolejnym moim opowiadaniu pojawi się Justin, ale najpierw muszę skończyć to.
Blog będzie o One Direction. Może w kolejnym moim opowiadaniu pojawi się Justin, ale najpierw muszę skończyć to.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






